Czy warto zatrudniać znajomych? – kilka własnych doświadczeń

Być może wielu osobom to, co napiszę, wyda się niewłaściwe, bo przecież jest to wbrew intuicji. Ale moje doświadczenia w tej kwestii są jednoznaczne – od kilku lat przekonuję się, że właściwe decyzje w zarządzaniu trzeba często podejmować w zupełnie innym kierunku, niż podpowiada nam to zdrowy rozsądek.

Czy warto zatrudniać znajomych? – kilka własnych doświadczeń

Gdy chcemy zatrudnić pierwszego pracownika do firmy, to naturalne wydaje się poszukiwanie takiej osoby wśród znajomych. Można nawet pomyśleć, że kilka zalet takiego rozwiązania jest zupełnie oczywistych.

Pierwszą z nich jest kwestia zaufania. Komu bardziej możemy powierzyć współpracę przy naszej firmie (traktowanej przez nas – szczególnie na początku – niczym swoje dziecko) niż komuś, kogo od lat znamy i komu ufamy? Zatrudniając znajomego, mamy problem z głowy: jesteśmy głęboko przekonani, że ani nas nie okradnie, ani szkód nie wyrządzi.

Druga sprawa to – mówiąc najprościej – dobre serce. Jeśli wiemy, że znajomy właśnie stracił pracę albo od dłuższego czasu ma trudności z jej znalezieniem, mamy naturalną tendencję, by pomóc tej osobie. Przecież my właśnie szukamy pracownika! Zatem obie strony będą zadowolone – wilk syty i owca cała. Oto piękne wypełnienie zasady win-win!

Trzecia zaleta zatrudnienia znajomego to podobny system wartości. Z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że znajomy wyznaje podobne wartości do naszych (inaczej pewnie nie byłby naszym znajomym). A eksperci i guru zarządzania często podkreślają, że system wartości to jeden z kluczowych elementów decydujących o tym, jak dana osoba będzie pracować (niektórzy twierdzą nawet, że jest to rzecz najważniejsza).

Czwarta korzyść: tak jest zwyczajnie łatwiej! Nie trzeba w pocie czoła szukać kandydatów ani prowadzić męczącej rekrutacji. Rozmowa ze znajomym i zachęta do tego, żeby u nas pracował, zwykle przebiega dużo szybciej i prościej. Po co więc utrudniać sobie życie?

Uczciwie trzeba przyznać, że te cztery zalety brzmią dość przekonująco i mogłoby się wydawać, że rzeczywiście zatrudnienie znajomego jest wygodne i dobre dla firmy. Ale sprawa wcale nie jest taka prosta, na jaką wygląda. Mało kto bowiem zdaje sobie sprawę z tego, że zatrudnianie znajomych ma także swoje ciemne strony.

Pierwszą taką wadą jest mały wybór spośród znajomych. Ilu mamy takich znajomych, których moglibyśmy zatrudnić? Najczęściej możemy ich policzyć na palcach jednej ręki, a w zewnętrznej rekrutacji zgłasza się się co najmniej 30-40 osób (mój rekord to ponad 500 chętnych na jedno stanowisko!). Jako menedżer i właściciel firmy postrzegam jako swój moralny obowiązek zatrudnianie osób, które będą najlepsze dla mojej firmy. Jestem przekonany, że lepszego wyboru na dane stanowisko można dokonać, mając przed sobą kilkudziesięciu czy kilkuset kandydatów niż zaledwie kilku znajomych.

Drugą wadę określiłbym jako brak okresu próbnego. Jeśli proponujesz znajomemu pracę, to musisz liczyć się z tym, że jeśli on się zgodzi, to nie masz łatwej możliwości wycofania się. W przypadku pracowników z zewnątrz zanim podejmę ostateczną decyzję, zawsze proponuję takiej osobie krótki okres próbny (oczywiście normalnie płatny). Dzięki temu mogę „w warunkach bojowych” przekonać się, jak ta osoba radzi sobie z pracą i czy pasuje do reszty zespołu. Natomiast znajomemu dużo trudniej jest powiedzieć: „Słuchaj, stary, nie sprawdziłeś się (albo: nie pasujesz do zespołu) i niestety nie mogę cię zatrudnić”. Wtedy musisz liczyć się z tym, że taki znajomy śmiertelnie się na Ciebie obrazi lub nawet zakończy Waszą znajomość.

Z powyższym wiąże się kolejna trudność – problem stosunku emocjonalnego. Nasze emocje bardzo często sprawiają, że nie jesteśmy w stanie obiektywnie ocenić danej osoby, brakuje nam dystansu. Jeśli ktoś wydaje się fajnym kolegą/koleżanką, może nawet przyjacielem, to automatycznie postrzegamy go jako dobrego pracownika. Moje doświadczenia pokazują, że tak nie jest. Czasem osoby, które autentycznie lubię, okazywały się kiepskimi pracownikami. Dziś widzę, że była to nie tyle ich wina, co mój błąd przy ocenie ich realnych możliwości. A pomyliłem się właśnie dlatego, że oceniałem ludzi, których znałem od lat, a nie pracowników. Dlatego w pracy przymykałem oko na ich wady. Całkiem inaczej, z dystansem, ocenia się ludzi zupełnie obcych.

Następna wada zatrudniania znajomych to kwestia autorytetu. Mimo że jestem raczej łagodnym szefem, to uważam, że pewien dystans w relacji szef–pracownik jest konieczny. Nawet jeśli – tak jak ja – partnersko traktujesz swoich pracowników, to jednak pewna hierarchia i autorytet są konieczne dla utrzymania porządku w firmie. A uwierz mi, że każdego szefa może trafić szlag, gdy na jego prośbę taki pracownik-znajomy odpowiada: „A dlaczego ty tego nie zrobisz?”. Zapewniam, że to pytanie nie wynikało z faktu, że moja prośba była bezsensowna, tylko z czystego lenistwa. Uwierz mi, dla szefa nie jest łatwe, aby coś takiego usłyszeć i właściwie zareagować. Pracownik, nawet traktowany bardzo po partnersku, ma jednak obowiązek solidnie pracować i wykonywać polecenia swojego przełożonego. A bardzo często w przypadku zatrudniania znajomych ta relacja szef–podwładny jest poważnie zaburzona.

Kolejny kłopot wynikający z zatrudniania znajomych to brak motywacji. Być może na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale naprawdę dostrzegam przepaść między postawą osób znajomych, które zatrudniałem, a postawą obcych osób, które rekrutowałem z zewnątrz. Mam poczucie, że ludzie obcy bardziej się starają. Może wynika to z faktu, że wiedzą, ile musieli się napracować, żeby tę pracę dostać (np. być lepszym od kilkudziesięciu innych kandydatów w trakcie rekrutacji)? Może dzieje się tak dlatego, że nie dostali tej pracy po znajomości? A może zdają sobie sprawę, że jeśli będą się lenić, to zwyczajnie mogą stracić pracę? Wiele osób zatrudnionych przez swoich znajomych ma natomiast poczucie: „Przecież to kolega i mnie nie zwolni”. Mam zatem generalne wrażenie, że osoby z zewnętrznej rekrutacji są lepiej zmotywowane do pracy.

Następną bardzo poważną wadą jest zaburzenie relacji osobistych z powodu problemów w pracy. Przyznam szczerze, że generalnie nie mam problemu z oddzieleniem relacji biznesowych od prywatnych. Mogę z kimś się ostro posprzeczać o sprawy biznesowe, a chwilę później iść razem na piwo. Ale niewiele osób tak do tego podchodzi. A w pracy bywa różnie – zdarza się, że pracownik popełni błąd, a Ty jako szef zwrócisz mu na to uwagę. Ale jeżeli skrytykujesz znajomego, to często kończy się to wybuchem emocji. Taka osoba najczęściej ten konflikt w pracy będzie też przenosić na relacje osobiste, więc o wspólnym piwie czy obejrzeniu meczu tego dnia możesz zapomnieć.

Ostatnią ciemną stroną zatrudniania znajomych jest kwestia zwolnienia z pracy. Może się niestety okazać, że mimo najlepszych chęci i dobrej woli z Twojej strony znajdziesz się w takiej sytuacji, że będziesz miał dramatyczny wybór: zwolnić kogoś z pracy albo doprowadzić firmę do bankructwa. Stałem przed takim dylematem i uwierz mi, że niewiele życiowych decyzji można uznać za tak ciężkie. A sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, jeśli kandydatem do zwolnienia będzie osoba, która była Twoim znajomym, jeszcze zanim stała się pracownikiem. W 90 % przypadków – mówię to zarówno z doświadczenia własnego, rozmów ze znajomymi pracodawcami, jak i lektury wielu biografii innych przedsiębiorców – po zwolnieniu takiej osoby stracisz także znajomego lub przyjaciela. Wasze relacje zwyczajnie się zakończą, bo taka osoba będzie do Ciebie czuła tak wielki żal, że nie będzie chciała Cię więcej znać.

Gdy tworzyłem swoją księgarnię, na początku zatrudniałem wyłącznie znajomych. Wydawało mi się to oczywiste. Swój błąd zrozumiałem dopiero wtedy, gdy zatrudniłem pierwszą osobę z zewnątrz. Od tamtej pory mam żelazną zasadę: nigdy nie zatrudniaj znajomych. Tobie też polecam praktykowanie tej zasady. A najlepszym wyznacznikiem tego, ile błędów musiałem popełnić, by się tego nauczyć, niech będzie fakt, że ze znajomych, których zatrudniałem na początku, nikt poza moją żoną nie jest już moim pracownikiem. Absolutna większość z nich nie jest też już moimi znajomymi. Nasze drogi rozeszły się, gdy znajomi nie byli w stanie zaakceptować konieczności ich zwolnienia, która często wynikała z czynników ode mnie niezależnych. Dziś mam znakomity zespół, ale budowany wyłącznie na ludziach z zewnętrznych rekrutacji.

Chcesz więcej takich inspirujących treści?

Zapisz się na "prawdopodobnie najlepszy" (zdaniem Czytelników)
newsletter biznesowy w Polsce!

Paweł Królak

Autor: Paweł Królak

Przedsiębiorca, szkoleniowiec, prelegent, wykładowca na studiach MBA, trener biznesu, prezes Towarzystwa Biznesowego Lubelskiego, założyciel portalu CorazLepszaFirma.pl, twórca i właściciel Klubu Książki Tolle.pl (który założył jeszcze na studiach, mając 300 złotych w kieszeni, a po kilku latach doprowadził do pozycji lidera swojego rynku), pasjonat niestandardowych metod zarządzania, autor i współautor książek oraz licznych artykułów branżowych.

8 maja 2014     Rekrutacja i budowa zespołu