Firma to ludzie, a nie produkty.
Wywiad z Grzegorzem Skalmowskim

Firma to ludzie, a nie produkty

Wywiad z Grzegorzem Skalmowskim, właścicielem firmy Snails Garden

Maciej Bielak: Dlaczego w ogóle zdecydował się Pan zostać przedsiębiorcą?

Grzegorz Skalmowski: Zmusiła mnie do tego sytuacja branżowa. Najpierw prowadziłem gospodarstwo rolne produkujące dwa gatunki ślimaków jadalnych – ślimaka afrykańskiego dużego szarego i ślimaka śródziemnomorskiego małego szarego. Później zrobiłem kolejny krok – rozpocząłem produkcję gotowych do spożycia przetworów z tych ślimaków. I właśnie dlatego powstała firma P.P.HU Eko Snails Garden, która zajmuje się przetwarzaniem ślimaków do bezpośredniej konsumpcji w różnej postaci – solonej, mrożonej, w puszce (puszka ze ślimakami w bulionie otrzymała certyfikat „Dobry Produkt”), w słoiku... Obecnie produkujemy też np. kawior z jaj ślimaka i ślimaki tuszki, a także ślimaczy śluz, z którego później robimy kremy kosmetyczne.

Jakie jest zastosowanie takich kremów?

Nasze kosmetyki są inne niż te dostępne na rynkach europejskich, bo my dostarczamy do nich czysty, naturalny, stuprocentowy śluz. Do innych kosmetyków dodawany jest ekstrakt, który podlega rozcieńczeniu, oraz substrat chemiczny, który przedłuża ich gwarancję. A to dlatego, że ich producenci nie mają własnej hodowli ślimaków. My swoje kosmetyki robimy na zamówienie, czyli „ściągamy” śluz ze ślimaka. Z jednego ślimaka wychodzi mniej więcej jedna łyżeczka śluzu, a następnie ten sam ślimak wraca do hodowli cały i zdrowy. Z tego naturalnego śluzu później robimy kremy.

Taki krem działa na wszelkie problemy skórne: trądzik, przebarwienia, wypryski. Powiem panu, że kiedy coś wyskakuje mi na ustach, wtedy co 2-3 godziny smaruję się kremem ze śluzem ślimaka i na drugi dzień pojawia się strup. Mamy też serum ze śluzem ślimaka w ampułkach.

A skąd w ogóle pomysł na hodowlę ślimaków?

Taki pomysł pojawił się w związku z przeprowadzką na wieś. Nasza przygoda ze ślimakami zaczęła się na przełomie lat 2003/2004. Wcześniej przez ponad 10 lat prowadziłem własną gastronomię rodzinną – piekliśmy kurczaki, prowadziliśmy pub i restaurację z wykwintnymi daniami. Później zorientowaliśmy się, że na ślimakach można dobrze zarobić. Przeczytaliśmy w gazecie ogłoszenie przetwórni, która reklamowała, że będzie skupować ślimaki i nauczy nas je produkować. W międzyczasie do hodowli ślimaków zachęcali nas znajomi, bo dostaliśmy ślimaka w prezencie. Mieliśmy też inne pomysły na prowadzenie biznesu na wsi, np. hodowla pieczarek czy boczniaków, ale do tego potrzebne były potężne hale i areały ziemi, którymi wtedy nie dysponowaliśmy. Jak się okazało, dobrze, że nasz wybór padł na hodowlę ślimaków, bo na jednym metrze kwadratowym można hodować od 2 do 4 kg jadalnych ślimaków, więc do tego nie potrzeba dużych powierzchni. Ja zaczynałem od tysiąca metrów kwadratowych, a w tej chwili mam 2,5 hektara przeznaczone na infrastrukturę i hodowlę ślimaków.

Czym jeszcze zajmuje się Pańska firma?

Moja firma podzieliła się na cztery działy. Pierwszym jest hodowla ślimaków. Drugi dział to Snails Garden HoReCa (hotel, restauracja i catering), który zajmuje się produktami konsumpcyjnymi w postaci ślimaków mrożonych, schłodzonych, w sosach własnych i w sosach dodanych. Trzeci dział to Snails Garden Cosmetics, który robi kosmetyki. I czwarty dział – Agro Snails Garden, czyli ekskluzywny miniośrodek przeznaczony przede wszystkim na szkolenia. Są w nim dwa domki, staw, łódka, rowerek wodny. W tym ośrodku potencjalny hodowca czy kontrahent, który chce kupić nasze produkty, może się przespać i przejść pełne szkolenie praktyczne dotyczące hodowli ślimaka.

Czego uczycie na takich szkoleniach?

Przede wszystkim praktyki. Teorii uczymy w Łodzi, gdzie mamy oddzielny dział, prowadzony przez moją żonę. Natomiast na naszej głównej fermie na Warmii ludzie przechodzą kurs praktyczny, czyli zakładają kalosze, biorą wąż gumowy, myją ślimaki, idą na pole i karmią. Są cztery etapy chowu: okres reprodukcji i inkubacji, okres wylęgu, okres hodowli na dworze i okres zbiorów. Każdy z hodowców może sobie wybrać etap, z którego chce przejść szkolenie. Obecnie naszej hodowli uczą też nasze dzieci, więc staliśmy się firmą rodzinną.

Rozumiem. A kto jest typowym klientem Snails Garden?

Głównie klienci zagraniczni, ale wszystko zależy od branży. Jeżeli chodzi o kosmetyki, to obecnie rynek polski pięknie z nami współpracuje, choć i w tym przypadku wszystko zaczęło się od rynku zagranicznego. Jeden z naszych zagranicznych kontrahentów kupił od nas śluz ślimaka i prawdopodobnie robił z niego kosmetyki. I moja żona wpadła na pomysł, że może warto byłoby założyć własną markę produkującą kosmetyki ze śluzu ślimaka. Obecnie więc kosmetyki sprzedają się głównie na polskim rynku. Natomiast wyroby gotowe i żywe ślimaki sprzedajemy głównie na rynki zagraniczne – do Francji, Włoch i Hiszpanii. Na tych rynkach naszą grupą docelową są firmy z branży HoReCa.

Czy konkurencja w tej branży jest duża?

W Polsce jest coraz większa, ale nie ma jednolitego rynku, nad czym ubolewam, dlatego że powinniśmy ujednolicić ceny. My jesteśmy postrzegani jako pionierzy i każdy próbuje nas naśladować, ale niestety trzeba poświęcić ponad 10 lat życia, żeby robić to, co my, nie da się tego zrobić z marszu. Nie można ślepo patrzeć na nas, tylko trzeba się uczyć i sprawdzić swoje możliwości merytoryczne, handlowe i biznesowe, mieć z góry upatrzony zbyt i dopiero wtedy wkraczać w tę branżę, która jest bardzo restrykcyjna i hermetyczna.

Na czym w takim razie opiera Pan przewagę konkurencyjną w Snails Garden?

Przede wszystkim na marce, którą wypracowałem przez lata, i na ilości stworzonych produktów – nikt w Polsce nie ma takiej ilości produktów przetworzonych ze ślimaka! Ostatnio otworzyliśmy też sprzedaż detaliczną we Włoszech – zarówno wyrobów gotowych, jak i hurtowych. Reasumując, mamy hodowlę, mamy przetwórstwo i mamy sprzedaż detaliczną. Myślę, że na koniec roku otworzymy pierwszą w Polsce restaurację ze ślimakami. Ponadto jako pierwsi zrobiliśmy kawior ze ślimaka, który nawet trafił do znanych programów telewizyjnych. Poza tym te wszystkie kremy i ślimaki w bulionie w puszce są nowością w Polsce. I to też jest nasza przewaga – innowacyjność.

Jakimi wartościami kieruje się Pan w biznesie?

Przede wszystkim lojalnością we współpracy. Dla nas najważniejszy jest człowiek, a nie produkt. Zawsze mówię, że firma to ludzie, a nie produkty. I to jest dla mnie najważniejszy wyznacznik. No i pasja, bo my to wszystko robimy z pasji.

A co uważa Pan za swój dotychczasowy największy sukces w swojej działalności?

Przede wszystkim wytworzenie marki kremów. Jeżeli chodzi o rynek HoReCa, to już dostaliśmy zatwierdzenie projektu technologicznego własnej przetwórni ślimaków (wcześniej korzystaliśmy z gotowych rozwiązań). Będzie to pierwsza w Polsce rodzinna przetwórnia ślimaka hodowlanego. I to jest bardzo duży sukces, bo jest to zwieńczenie ponad dziesięciu lat pracy przy ślimakach. Co dalej? Restauracja. To będzie moja duma. Ale o tym opowiem panu we wrześniu.

Bardzo chętnie posłucham. To teraz dla równowagi – co uważa Pan za swoją najbardziej dotkliwą porażką w biznesie?

Nieujednolicenie, na dzień dzisiejszy, rynku hodowli w Polsce. Choć jest to nie tyle moja porażka, bo ja robię swoje, a bardziej – „globalna” porażka. A moja porażka? Myślę, że nie ma takich porażek. Czasem chciałoby się zrobić coś więcej – mamy dużo planów, ale nie ma czasu na ich realizację. Jednak większej porażki jak dotąd nie zanotowałem.

Na zakończenie jeszcze jedno pytanie: jakie są najważniejsze rady, jakich mógłby Pan udzielić początkującym przedsiębiorcom?

Przede wszystkim: mieć samodyscyplinę i robić coś z pasji, nie nastawiać się wyłącznie na wymiar finansowy. Trzeba znaleźć niszę na rynku, robić to, co się lubi, i konsekwentnie robić kilkadziesiąt prób – nie poprzestawać na jednej, bo nigdy nie wiemy, która zakończy się sukcesem. Trzeba zrobić z biznesu własną pasję życiową.

Chcesz więcej takich inspirujących treści?

Zapisz się na "prawdopodobnie najlepszy" (zdaniem Czytelników)
newsletter biznesowy w Polsce!

Redakcja

Autor: Redakcja

Maciej Bielak - Coraz Lepszy Redaktor. Z wykształcenia jest historykiem i politologiem, a z zamiłowania dziennikarzem. Jego największym hobby jest muzyka jazzowa. Poza tym jest miłośnikiem reportażu i literatury rosyjskiej. Na portalu CorazLepszaFirma.pl pisze artykuły i przeprowadza wywiady.

8 maja 2015     Wywiady