Nie buduj biznesu wokół siebie.
Wywiad z Damianem Redmerem

Nie buduj biznesu wokół siebie

Rozmowa z Damianem Redmerem, właścicielem portalu Rozwojowiec.pl, twórcą szkoleń z zakresu rozwoju osobistego

Maciej Bielak: Dlaczego zdecydował się Pan wieść żywot przedsiębiorcy? Co skłoniło Pana do wyboru takiej drogi życiowej?

Damian Redmer: Większe możliwości działania w kontekście wypełniania swojego powołania. Pragnę zgłębić całą użyteczną wiedzę (i oczywiście wykorzystywać oraz dzielić się nią w przystępnej formie), jaką zgromadziła ludzkość na temat lepszej zamiany intencji na prawdziwe zachowanie. Czyli zamiany: „Chcę zrobić X” lub „Nie chcę robić Y” na rzeczywiste wykonywanie X lub unikanie Y. Poszukiwanie tej wiedzy na indywidualny użytek samo w sobie byłoby zbyt czaso- i kapitałochłonne, żeby można je było wykonywać, utrzymując się jednocześnie z czegoś innego.

Jednak w chwili, gdy gromadzenie tej wiedzy staje się kosztem firmowym, a dzielenie się nią pokrywa koszty życia i pozwala na sięganie po większą ilość informacji, można to robić „na pełen etat” i w całości się temu poświęcić.

Dlaczego więc nie poprzestałem na modelu autor–zewnętrzne wydawnictwo? Bo posiadanie własnej firmy pozwala rozszerzać tę wizję jeszcze bardziej: pozwala stwarzać zespół ludzi, którzy – tak jak ja – będą wyspecjalizowani w poszukiwaniu najlepszej wiedzy z konkretnych obszarów. A później na zanoszeniu jej do wielu krajów i na różne kontynenty. Przedsiębiorczość to największa dźwignia, jaką znam, do kontrolowanego działania na dużą skalę i czuję się pobłogosławiony na tyle wspaniałym powołaniem, że realizowanie go tylko na skalę krajową i tylko samemu postrzegam jako straszne marnotrawstwo. Stąd właśnie działalność gospodarcza.

Prowadzi Pan stronę Rozwojowiec.pl, na której sprzedaje Pan szkolenia i prezentacje dotyczące szeroko rozumianego rozwoju osobistego. Dlaczego zdecydował się Pan na tę branżę?

Z pasji i fascynacji. To nie była „biznesowa” i przemyślana decyzja (w sensie: „w którą branżę warto byłoby teraz wejść”).

Jak wyglądały Pańskie początki w biznesie?

Na początku działałem w modelu autor–zewnętrzne wydawnictwo, przy czym – mimo obsługi przez zewnętrzną firmę – wszyscy klienci byli zapisywani także na moich bazach danych i wyrażali zgodę na otrzymywanie informacji bezpośrednio ode mnie. Dzięki temu w „bezpieczny” sposób (czyli bez kosztów stałych prowadzenia działalności gospodarczej) zbudowałem zarówno pewien kapitał na start firmy, jak i gotową bazę klientów. Posiadałem więc klientów zanim jeszcze otworzyłem biznes. Dzięki temu moje własne wydawnictwo było „pewniakiem” i notowało zyski już od pierwszego miesiąca.

Jest Pan twórcą „Easy Work System”, nowatorskiego systemu zarządzania czasem. Jakie są najważniejsze założenia tego systemu?

Pozwolę sobie sprostować – EWS nie jest do końca systemem zarządzania czasem. Jest systemem zarządzania i organizacji pracy/nauki i praktycznie wszelkiego działania (np. jeden z moich klientów z sukcesem wykorzystuje pewne elementy do treningów sportowych) w taki sposób, aby to było tak efektywne, przyjemne i łatwe do rozpoczynania/kontynuowania, jak tylko się da.

Jeśli chodzi o najważniejsze założenia, to są one następujące:

  1. Maksymalne rozdzielenie etapu planowania pracy/zadań od ich wykonywania (z biologicznego punktu widzenia planowanie „zużywa” te same zasoby mentalne, co każdy akt samodyscypliny, więc zabieranie się do niezaplanowanej dobrze czynności nie tylko jest mało efektywne, ale podwójnie trudne, wymagające 2 razy więcej siły woli).
  2. Maksymalne odcięcie się zarówno od motywacji, jak i myśli związanych z rezultatem działania lub konsekwencjami niedziałania (mentalne zdejmowanie kija i marchewki). Jest naturalne, że pracujemy nad czymś, bo chcemy osiągnąć jakiś rezultat, jednak paradoksalnie, to właśnie koncentracja na tym rezultacie z psychologicznego punktu widzenia rodzi zazwyczaj największy opór, niechęć, a czasami obawy, jakie odczuwamy przed zabraniem się za coś.
  3. Zastąpienie motywacji zewnętrznej (rezultaty działania i konsekwencje niedziałania) motywacją wewnętrzną (rodzaj motywacji, który jest odpowiedzialny za naszą chęć do zabawy, do wykonywania rzeczy… po prostu dla nich samych, bo np. stanowią ciekawe wyzwanie).
  4. Podział pracy/nauki/treningu na 50-minutową ustandaryzowaną jednostkę, w obrębie której panują 3 określone zasady. Kiedy po prostu robimy coś ciągle, to ta czynność naturalnie musi się przeplatać z odpoczynkiem, rozproszeniami i okresami mniejszej efektywności/koncentracji. Przez to praca „zlewa” się z odpoczynkiem, jedzeniem, surfowaniem po Internecie, zabawą i całą masą innych rzeczy. Jeśli jednak wyodrębnimy określony czas, w obrębie którego stosujemy się tylko do 3 konkretnych reguł, to nagle tego typu praca staje się dużo bardziej produktywna i co najciekawsze – przyjemniejsza. Jesteśmy tak ciekawie zbudowani, że im mocniej potrafimy się na czymś skoncentrować, w coś zaangażować, tym odczuwamy to jako przyjemniejsze.
  5. Wykorzystywanie odpowiedniego „rytuału wejścia” przed każdym blokiem pracy. Rytuały wejścia, to ciąg czynności wykonywanych przed jakąś aktywnością w celu jak najlepszego jej wykonania. To dobrze zbadana metoda szeroko stosowana w profesjonalnym sporcie (np. przed każdym serwem w tenisie, uderzeniem w golfie czy wolnym rzutem do kosza). Pozwala na szybkie uzyskiwanie odpowiedniego stanu emocjonalnego i mentalnego.
  6. Wykorzystanie odpowiedniego „rytuału wyjścia” po każdym bloku pracy. Dokładając na koniec każdego bloku pracy kilka dodatkowych czynności, możemy m.in. sprawić, że będziemy wspominać miniony czas jako jeszcze przyjemniejszy (więc i łatwiej będzie nam rozpocząć kolejny blok). Wiem, że to brzmi dziwnie, ale naszymi wspomnieniami można w pewnych granicach manipulować. A że to wspomnienia w dużej mierze wpływają na naszą chęć lub niechęć ponownego podjęcia określonego działania, warto zadbać, aby każdy blok pracy rzeczywiście był wykorzystany, ale był też przez nas wspominany jako coś przyjemnego.

Dużą rolę w tym systemie odgrywają rytuały. Czy ma Pan jeszcze jakieś rytuały poza wspomnianymi dwoma („wejścia” i „wyjścia”)?

Tak – posiadam swój poranny rytuał (zestaw czynności, które wykonuję zawsze po przebudzeniu jak m.in. gimnastyka, toaleta, trening koncentracji, modlitwa, śledzenie postanowień), wieczorny rytuał (zestaw czynności wykonywanych wieczorem: planowanie następnego dnia, zadań na następny dzień, księgowanie wszystkich wydatków, pisanie dziennika wdzięczności), 2 mniejsze rytuały na konkretne przerwy (po drugim i czwartym bloku pracy) między blokami pracy (pozwalają mi automatycznie zabierać się za kolejne bloki pracy) i sporo drobnych, wyrobionych celowo pojedynczych nawyków.

W swoich prezentacjach podkreślał Pan też kluczową rolę samodyscypliny w pracy. Jaki jest Pana sposób na zwiększenie samodyscypliny w pracy?

Jeśli chodzi o pracę, to są to metody wspomniane w EWS plus nawyki i rytuały zbudowane wokół bloków pracy. Dzięki metodom z EWS zabieranie się za pracę wymaga wielokrotnie mniej samodyscypliny i jest po prostu przyjemniejsze, a obudowanie wszystkiego w dodatkowe nawyki sprawia, że do znacznej części mojej pracy moje ciało „samo” mnie zaciąga (nawyk) – niemal bez względu na moje aktualne chcenie czy niechcenie.
Samodyscyplina – rozumiana jako zdolność do świadomego „nadpisywania” naszych chęci i pragnień i kierowania naszym zachowaniem w pożądanym kierunku wbrew różnym pokusom – jest bardzo ograniczona. To cenny zasób, który powinniśmy z jednej strony oczywiście trenować i rozwijać, ale z drugiej – oszczędzać na awaryjne sytuacje. To nie powinna być nasza „pierwsza linia obrony” czy główne narzędzie, za pomocą którego zmuszamy się do działania, gdyż w takim wypadku nie starczy jej nam na pozostałe sfery życia, ponieważ każdy akt samodyscypliny czerpie z tego samego zasobu mentalnego. To znaczy, że dyscyplinując się w jednej sferze, „męczymy” naszą zdolność do samodyscypliny we wszystkich innych sferach. Stąd np. wykańczający dzień w pracy sprawia, że łatwiej nam być później opryskliwym dla małżonki/a.

Życie to nie tylko praca, a że „paliwo” samodyscypliny mamy jedno dla wszystkich sfer, warto je oszczędzać. Stąd właśnie metody EWS i nawyki, a nie sama „surowa” samodyscyplina.

W swoich prezentacjach i szkoleniach często przywołuje Pan wyniki zagranicznych badań naukowych. Jak zdobywa Pan dostęp do najnowszej wiedzy fachowej?

Głównie z obszerniejszych publikacji naukowych zbierających wyniki badań z określonych dziedzin. Stamtąd, jeśli coś mnie wybitnie zainteresuje, to zagłębiam się w wyniki i procedurę konkretnych pojedynczych badań i eksperymentów.

Kto jest głównym odbiorcą Pańskich produktów? Jacy klienci stanowią Pańską grupę docelową?

Osoby świadome tego, że nie potrafią tak dobrze realizować swoich intencji („Chcę robić X”, „Nie chcę robić Y”) tak, jak by tego chciały i jednocześnie pragnące to zmienić. To jedyne kryterium.

Na swojej stronie pisze Pan, że angażuje się Pan tylko w te projekty, które są dla Pana interesujące. A jakie projekty uważa Pan za interesujące?

Na tę chwilę są to wyłącznie projekty pozwalające mi trafiać z zebraną wiedzą do szerszej grupy odbiorców lub szerzej dystrybuować aktualne produkty.

Czym się Pan zajmował przed założeniem działalności gospodarczej?

Studiami (ekonomia menedżerska i matematyka), sportowym tańcem towarzyskim i oczywiście kobietą, która obecnie jest moją żoną.

Co uważa Pan za swoje największe biznesowe zwycięstwo?

Niesamowite zmiany u niektórych klientów: jeden z nich na przykład – jak sam przyznał – wcześniej był lekkim grubaskiem, a niedawno nie tylko schudł, ale też przebiegł swój pierwszy półmaraton, ktoś inny przestał nadużywać alkoholu, inny zaczął się zdrowiej odżywiać, mimo że od lat nie był w stanie tego zmienić itp. To dla tych zmian istnieje mój biznes.

A za największą porażkę?

Zbudowanie biznesu „wokół siebie”. Przez to przytłoczyły mnie zadania operacyjne i nie miałem czasu, żeby np. przekuć zgromadzoną wiedzę na produkty. Teraz z tego wychodzę i w końcu zaczynam budować zespół. Jednak gdybym robił to od początku, dzisiaj mój biznes byłby już kilka poziomów wyżej.

Jakimi wartościami kieruje się Pan w biznesie?

Chrześcijańskimi. Mój biznes ma być realizacją tego, do czego wierzę, że otrzymałem talent i powołanie od Boga. Jeśli więc istotą mojego biznesu ma być realizacja powołania danego mi od Boga, to pragnę, aby też wszelkie sposoby, w jakie to się dokonuje, były zgodne z Jego wolą.

Jakie ma Pan najbliższe plany na przyszłość związane z portalem Rozwojowiec.pl?

Kiedy ujmę w produkty wiedzę, jaką zgromadziłem (głównie odnośnie do nawyków i samodyscypliny), jednym z kolejnych kroków będzie stworzenie kopii portalu Rozwojowiec.pl i wszystkich produktów na rynki zagraniczne. Powoli w tym celu już kształtuje się zespół.

I ostatnie pytanie – jakie są 3 najważniejsze porady, których mógłby Pan udzielić początkującym przedsiębiorcom?

  1. Nie buduj biznesu wokół siebie. Buduj go od początku z wizją działania bez Ciebie w środku. Nawet jeśli nigdy nie będziesz miał zamiaru tego zrobić, twórz biznes tak, jakbyś miał zamiar go komuś sprzedać.
  2. Nie rozpraszaj się – to nie brak pomysłów czy dobrych okazji do biznesu/współpracy jest problemem – to ich nadmiar. Dobre okazje/pomysły/oferty/propozycje są tylko w 10% wypadków czymś, co rozwinie Twój biznes, a w 90% pokusą, którą musisz odeprzeć, bo – mimo iż matematycznie korzystne – to ostatecznie tylko rozproszą Twoją uwagę, zmarnują zasoby i przeszkodzą w prawdziwym wzroście. Nie patrz tylko na to, czy dany pomysł/okazja jest korzystna/dobra – patrz, czy wpisuje się w ostateczną wizję Twojej firmy, czy prowadzi Cię do niej.
  3. Naucz się przynajmniej podstaw sprzedaży i marketingu – nawet jeśli masz na półce najlepszy produkt na świecie, najbardziej profesjonalną usługę, najpyszniejsze danie w karcie, wyśmienitą obsługę klienta, idealną lokalizację itd. To wszystko jest zupełnie bez znaczenia, póki klient nie zdecyduje się od Ciebie czegoś kupić. To jest jedyny moment, kiedy zarabiasz i zyskujesz środki na dalsze funkcjonowanie i rozwój biznesu. Nie kiedy prowadzisz rekrutację, tworzysz menu do karty dań, szkolisz się, czy dopracowujesz produkt/usługę. Twój biznes jest w stanie przeżyć tylko dzięki szeroko pojętej sprzedaży, więc lepiej upewnij się, że wiesz, jak sprzedawać to, co masz.

Chcesz więcej takich inspirujących treści?

Zapisz się na "prawdopodobnie najlepszy" (zdaniem Czytelników)
newsletter biznesowy w Polsce!

Redakcja

Autor: Redakcja

Maciej Bielak - Coraz Lepszy Redaktor. Z wykształcenia jest historykiem i politologiem, a z zamiłowania dziennikarzem. Jego największym hobby jest muzyka jazzowa. Poza tym jest miłośnikiem reportażu i literatury rosyjskiej. Na portalu CorazLepszaFirma.pl pisze artykuły i przeprowadza wywiady.

25 lipca 2014     Wywiady