Nie toleruję bylejakości.
Wywiad z Ewą Rogozińską

Nie toleruję bylejakości

Rozmowa z Ewą Rogozińską, właścicielką DOMU TŁUMACZEŃ SOWA

Maciej Bielak: Dlaczego zdecydowała się Pani zostać przedsiębiorcą? Skąd taki wybór drogi życiowej?

Ewa Rogozińska: Decyzję o założeniu firmy podjęłam zaraz po ukończeniu studiów. Można by powiedzieć, że była to decyzja niedojrzała, ponieważ – przede wszystkim – nie była poparta żadnym biznesplanem. Jednak od kiedy pamiętam, byłam przekonana, że nie nadaję się do tego, by być trybem w systemie, że trudno mi będzie funkcjonować i spełniać się w tzw. pracy odtwórczej, polegającej najczęściej na powielaniu schematów. Zawsze wierzyłam w to, że można zrobić coś, co będzie miało znaczenie i co będzie stanowić różnicę. A zatem pomimo tego, że nie miałam żadnego kapitału ani wsparcia, postanowiłam, że zbuduję wszystko od zera. I tak ta spontaniczna decyzja ziszcza się już ponad 20 lat.

Jest Pani właścicielką DOMU TŁUMACZEŃ SOWA. Dlaczego zdecydowała się Pani właśnie na tę branżę?

Firmę założyłam w 1994 r. zaraz po ukończeniu filologii angielskiej. Na samym początku chciałam wydawać książki, ale wydawnictwo bez kapitału raczej nie miało szans. Niemniej udało mi się wydać kilka książek, z czego bardzo się cieszę.

Często myślę, że to sam rynek ukierunkował rozwój firmy. Wiele osób, wiedząc, że ukończyłam filologię angielską, zwracało się do mnie z prośbą o wykonanie tłumaczenia. W ten sposób kontakty prywatne zaczęły przekształcać się w kontakty biznesowe. I tak przez dwadzieścia ostatnich lat mała firma jednoosobowa przekształciła się w międzynarodową sieć dostawców i odbiorców.

Jakie były początki firmy?

Początki były niewiarygodnie trudne. Po euforii związanej z wizją, że sama będę tworzyć firmę, przyszła bolesna rzeczywistość i comiesięczne koszty utrzymania firmy. Ale nic bardziej nie napędzało mnie do pracy niż mój upór i przekonanie, że mam głowę pełną wizji i celów, a do tego ręce do pracy i 24 godziny na dobę, żeby coś z tym wszystkim zrobić – to przecież ogromny majątek.

Nigdy nie zależało mi na tym, żeby mieszkać w pałacu czy mieć miliony na koncie. Pieniądze, jeśli nie są środkiem do celu, są tak naprawdę bezwartościowe. Nie wszystko przecież można za nie kupić. Wiem, że może to brzmieć niewiarygodnie i pretensjonalnie, ale widzę większy sens w tworzeniu niż w gromadzeniu.

Rynek tłumaczeń jest dosyć trudny ze względu na liczną konkurencję. W jaki sposób udaje się Wam w DOMU TŁUMACZEŃ SOWA skutecznie rywalizować z konkurentami biznesowymi? Na czym Pani firma opiera swoją przewagę konkurencyjną?

Zawsze stawiałam na odpowiedzialność za to, co się robi. To prawda, że rynek stał się bardzo konkurencyjny: wielu ludziom wydaje się, że po skończeniu studiów lub po pobycie za granicą automatycznie mogą nazywać się tłumaczami, podczas gdy warsztat ten wymaga nie tylko znajomości języka obcego, lecz także poprawnej polszczyzny, szerokiej wiedzy ogólnej i nieustannego uczenia się.

Często zdarza się, że klient informuje nas, iż wybrał tańszą ofertę, a po kilku dniach wraca z prośbą o korektę lub ponowne tłumaczenie. Cena – jak wszyscy powtarzają – nie jest wyznacznikiem jakości, lecz ciągle skłaniamy się do tego, żeby wybrać to, co najtańsze. Ostatecznie okazuje się, że trzeba zapłacić ponownie – tym razem komuś, kto wie, co robi. Nie toleruję bylejakości i bubli. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego lekarz zobowiązany jest wykonać operację dobrze, a tłumacz może pozwolić sobie na błędy.

Na Państwa stronie internetowej można przeczytać, że DOM TŁUMACZEŃ SOWA jest „jedyną agencją tłumaczeń w Polsce, certyfikowaną na zgodność z czterema międzynarodowymi normami jednocześnie”. Czy przekłada się to na korzyści, jakie odnoszą z tego tytułu klienci?

Zgodnie z moją najlepszą wiedzą jesteśmy jedyną w Polsce agencją tłumaczeń certyfikowaną na zgodność z ISO 9001 (System zarządzania jakością), PN-EN 15038 (Usługi tłumaczeniowe – wymagania), DIN 2345 (Zawieranie umów na wykonanie tłumaczeń), ISO/IEC 27001 (System zarządzania bezpieczeństwem informacji) jednocześnie. Wdrożenie tych systemów kosztowało nas wiele pracy i wysiłku, lecz także wymagało od nas otwartości na zmiany oraz gotowości na to, by poświęcać mnóstwo czasu na szkolenia. Dzięki temu jakość, szybkość i skuteczność obsługi klientów weszły na zupełnie inny poziom. Często przeprowadzamy badania rynku i muszę przyznać, że na ogólnym tle dostawców tego typu usług wypadamy naprawdę dobrze.

Na stronie internetowej reklamują Państwo swoje usługi jako „wierne tłumaczenia dla wymagających klientów”. Kim w takim razie są klienci DOMU TŁUMACZEŃ SOWA?

Są to rzeczywiście klienci wymagający. Obsługujemy bardzo poważne i rozpoznawalne instytucje państwowe i prywatne zarówno w Polsce, jak i za granicą. Wśród naszych klientów znalazły się takie organizacje jak: Polska Agencja Prasowa pap sa, Światowa Organizacja Zdrowia WHO czy Amerykański Fundusz Odszkodowań dla Ofiar 11 września 2001 r. (September 11th Victim Compensation Fund, VCF). Pracując dla takich klientów, trzeba dać z siebie więcej niż wszystko.

Jakimi zasadami kieruje się Pani w biznesie?

Myślę, że przede wszystkim jest to otwartość na zmiany. Uwielbiam zmiany. Czasami muszę zmienić choćby ustawienie mebli, żeby coś nowego się zadziało. Ponadto nie toleruję bierności i czekania. Inne bliskie mi zasady to wspomniana już przeze mnie odpowiedzialność i zdecydowanie fair play.

Co uważa Pani za swoje największe zwycięstwo w dotychczasowej działalności gospodarczej?

Myślę, że to największe zwycięstwo jeszcze nie nadeszło. Mam taką nadzieję. Niewątpliwie do sukcesów mogę zaliczyć to, że udaje mi się zjednywać ludzi do współpracy – pracowników, którzy rozumieją moją wizję i dzielą ze mną przekonanie, że jeśli mamy coś robić, to róbmy to dobrze. Dlatego też możliwy jest ciągły rozwój, działanie zgodnie z zasadami odpowiedzialności społecznej czy praca charytatywna na rzecz fundacji SPORT I OŚWIATA TO DOBRA LOKATA, której jestem prezesem. Bez tych bliskich mi ludzi niewiele by się udało.

A za największą porażkę?

Nie uznaję porażek. To, że coś nie wyszło, nie jest porażką. W życiu wiele rzeczy może nie wyjść. Ważne jest to, żeby szukać rozwiązania, bo przecież każdy problem ma swoje rozwiązanie. Wiele razy przekonałam się, że na rynku pozostają najwytrwalsi.

Na zakończenie mam prośbę o poradę dla innych przedsiębiorców. Jakie są najważniejsze rady, jakich mogłaby Pani udzielić osobom rozpoczynającym swoją przygodę z biznesem?

Chyba tylko to, żeby być wytrwałym, żeby cieszyć się swoją pracą i nie użalać się nad sobą. Poza tym – wszystko jest możliwe.

Chcesz więcej takich inspirujących treści?

Zapisz się na "prawdopodobnie najlepszy" (zdaniem Czytelników)
newsletter biznesowy w Polsce!

Redakcja

Autor: Redakcja

Maciej Bielak - Coraz Lepszy Redaktor. Z wykształcenia jest historykiem i politologiem, a z zamiłowania dziennikarzem. Jego największym hobby jest muzyka jazzowa. Poza tym jest miłośnikiem reportażu i literatury rosyjskiej. Na portalu CorazLepszaFirma.pl pisze artykuły i przeprowadza wywiady.

13 lutego 2015     Wywiady