Rozwijaj się ustawicznie.
Wywiad z Pawłem Kurpiewskim

Rozwijaj się ustawicznie

Rozmowa z Pawłem Kurpiewskim, właścicielem firmy 4CPS, ekspertem w zakresie biomechaniki zderzeń.

Maciej Bielak: Dlaczego w ogóle został Pan przedsiębiorcą?

Paweł Kurpiewski: Pierwszy raz zostałem przedsiębiorcą, kiedy miałem 18 lat i jeden dzień. Tak naprawdę rejestrowałem tę firmę od czasu, kiedy miałem 17 lat, a przez cały osiemnasty rok życia czekałem, aż wybije osiemnastka, żebym mógł dostać dowód osobisty i zarejestrować działalność gospodarczą. Tak że jest to historia z dosyć długą brodą.

W późniejszym czasie poszedłem na studia i pracowałem dla kogoś. Kształciłem się w kompletnie innym kierunku i pracowałem w zupełnie innej branży, ale kiedy rozstawałem się z poprzednim pracodawcą – przy okazji redukcji etatów – miałem podpisaną umowę o zakazie konkurencji. Troszkę męczyło mnie pozostawanie pod dyrektywami ludzi, z których pomysłami się nie zgadzałem. Miałem pomysły na to, jak rozwijać przedsięwzięcia, w których brałem udział i dużo czasu traciłem na przepychanie się ze swoimi pomysłami. Ponadto byłem wtedy świeżo po ślubie i jako głowa rodziny musiałem wziąć na siebie obowiązek zdobycia środków do życia. Tak że oprócz pasji przedsiębiorczych, o których wcześniej wspomniałem, musiałem odpowiedzieć na potrzebę chwili i po męsku wziąć sprawę w swoje ręce.

Jest Pan właścicielem firmy 4CPS, w Polsce bardziej znanej ze swojej marki fotelik.info, która zajmuje się ekspertyzami fotelików samochodowych dla dzieci pod kątem bezpieczeństwa i organizuje szkolenia w tym zakresie.

Zajmujemy się ekspertyzami fotelików na podstawie testów zderzeniowych. Jest wielu producentów, którzy wykonują testy lub zlecają ich przeprowadzenie laboratoriom, natomiast mają oni problemy z interpretacją tych testów. My zajmujemy się krytyką prototypów, nowych rozwiązań wchodzących na polski rynek, żeby udoskonalać to, co wchodzi na ten rynek i nie dopuszczać do „utylizacji” na naszym rynku urządzeń, które skompromitowały się za granicą. Było wiele takich przypadków, że urządzenia danej marki, które osiągały fatalny wynik w testach bezpieczeństwa w Europie Zachodniej, później były pakowane w kontenery i wysyłane do byłych „demoludów”, gdzie sprzedawano je w okazyjnych cenach. Niewyedukowani rodzice kupowali te śmieci. W ten sposób producent miał z głowy utylizację fotelików, która jest chyba nawet droższa niż produkcja, a problem bezpieczeństwa był przerzucany na polskiego rodzica.

My sprzeciwiamy się takiemu traktowaniu polskiego konsumenta, dlatego publikujemy wyniki testów, uświadamiamy rodziców. Kiedy 10 lat temu rozpoczynaliśmy działalność, świadomego wyboru fotelików dokonywało ok. 700 rodziców miesięcznie. Mam tu na myśli wybór fotelika na podstawie wyników testów zderzeniowych. Obecnie ta liczba wynosi ok. 70-100 tys. miesięcznie. Tak że jest to jakiś sukces.

Zdecydowanie! A dlaczego zdecydował się Pan właśnie na tę branżę?

A dlaczego ta branża? W czasie studiów na Politechnice Warszawskiej trafiłem na konferencję poświęconą biomechanice, którą prowadził amerykański profesor Jeff Crandall. Ja wtedy zajmowałem się biomechaniką i marzyłem o tym, że przez całe życie będę zajmował się takimi rzeczami jak sztuczne stawy, endoprotezy, sztuczne zastawki serca czy implanty. To była moja ówczesna pasja naukowa. Jednak na tej konferencji prof. Crandall opowiadał o testach zderzeniowych ze szczególnym uwzględnieniem fotelików samochodowych dla dzieci. Kiedy dostałem agendę tej konferencji, pomyślałem: „Przez trzy godziny mamy słuchać o fotelikach dla dzieci? Kto to w ogóle wytrzyma?”. Ale profesor okazał się niezwykłym pasjonatem tego, o czym mówił, i – co więcej – tę pasję mi przekazał. Dzisiaj sam prowadzę szkolenia o fotelikach, które trwają 3 dni, a wtedy buntowałem się przeciw słuchaniu konferencji, która trwała 3 godziny.

Patrząc dzisiaj na moją drogę biznesową, mogę powiedzieć, że wiele było zdarzeń, które popchnęły mnie do tego, żebym robił to, co robię, ale najważniejsze były pasja przedsiębiorczości i pasja w tej konkretnej dziedzinie związanej z nauką i techniką.

Jak w świetle własnych doświadczeń ocenia Pan poziom bezpieczeństwa fotelików samochodowych dla dzieci, które pojawiają się na polskim rynku?

To zmienia się diametralnie. W dziedzinie motoryzacji rozwój dokonuje się przez ewolucję, bo nie ma takiej sytuacji, że nagle wyprodukowano np. samochód, który jest 5 razy lepszy od pozostałych. W dziedzinie fotelików samochodowych postęp też odbywa się drogą ewolucji, ale bezpieczeństwo fotelików bardzo zmieniło się na plus. Z radością powiem, że także w Polsce. Polscy rodzice są już lepiej wyedukowani (nie ukrywam, że dzięki nam), bo ok. pół miliona rodziców rocznie sięga po wiedzę na ten temat, dzięki czemu nie pozwala wprowadzić się w błąd w tych sklepach, gdzie od fachowej porady i bezpieczeństwa dziecka ważniejsza jest marża sprzedawanego produktu.

Tak że jest dobrze, a w 2015 r. mamy ciekawą sytuację: superbezpieczne foteliki (czyli foteliki z wysokimi wynikami w testach zderzeniowych) są dostępne dla polskich rodziców w cenach, w jakich nigdy dotąd nie były dostępne. Jest to skutek wojny cenowej między zagranicznymi koncernami. W związku z tym fotelik, który w testach zderzeniowych osiągnął wynik 4 (w skali od 1 do 5) można dziś kupić za ok. 300 zł, podczas gdy jego wartość rynkowa to blisko 600 zł. Foteliki dla przedszkolaka można kupić za nieco ponad 500 zł, a foteliki dla dziecka wczesnoszkolnego ważącego między 15 a 36 kg można kupić za 320-330 zł. Mówię o oryginalnych fotelikach z wysokimi wynikami w testach bezpieczeństwa. Do tej pory za taką cenę można było kupić tylko podróbki.

Rozumiem. Mógłby Pan pokrótce opowiedzieć, jak wyglądają takie testy?

Test zderzeniowy fotelika polega na tym, że fotelik jest montowany w karoserii samochodu, w którym znajduje się 4-5 szybkich kamer, czyli kamer wykonujących co najmniej 500 klatek na sekundę. Tyle wynosi norma wymagana przez prawo. Natomiast kamery w laboratoriach wykonują od 50 tys. do 250 tys. klatek na sekundę! Dla porównania: normalna kamera (tzw. home video) robi 25 do 50 klatek na sekundę.

Proszę sobie wyobrazić, ile musi kosztować taki sprzęt. W ogóle test zderzeniowy trwa tylko 0,2 sekundy, ale rachunek za prąd, jaki zużywamy w ciągu tych 0,2 sekundy sięga kilku tysięcy złotych. Wszystko przez ogromne ilości światła, które musimy użyć. Moc tego światła jest tak duża, że gdyby zostawić je włączone przez 5 sekund, to człowiek mógłby się zgrzać.

Test dotyczy zderzenia z prędkością 50 i 64 km/h. Robimy testy fotelików na zderzenie czołowe, zderzenie boczne, uderzenie w tył samochodu i na dachowanie samochodu. Każdy z tych testów jest prowadzony z użyciem manekina siedzącego w foteliku, który jest zamontowany w samochodzie. Jeżeli jest to fotelik dla dziecka ważącego między 9 a 18 kg, to musimy wykonać testy z manekinem odpowiadającym zarówno dziecku ważącemu 9 kg, jak i z manekinem odpowiadającym dziecku ważącemu 18 kg. Muszą być to być testy w pozycji pionowej i w pozycji pochylonej. Musimy przetestować wszystkie te kombinacje, w związku z tym na jeden fotelik przypada od 12 do 24 testów, a każdy z nich jest wart ok. 3500 euro.

To, czy fotelik jest dobry, czy nie, oceniamy na podstawie analizy danych z czujników na manekinie, których jest bardzo wiele. Po zakończeniu testu musimy zinterpretować dane ze 150 tys. punktów pomiarowych. Jest to niesamowita praca analityczna. A nawet jeśli w trakcie testu zderzeniowego z fotelika nic się nie urwie, a my na podstawie parametrów widzimy, że z tym fotelikiem coś jest nie tak, to po ponownym wyprodukowaniu go (co też nie jest tanie) musimy ponownie wykonać od 12 do 24 testów zderzeniowych.

Jest to wielki segment wiedzy, do którego doszli naukowy na skutek ciężkich wypadków, które mieli nasi rówieśnicy. My żyjemy dlatego, że nie uczestniczyliśmy w poważnych wypadkach, a tych, którzy w nich uczestniczyli, nie ma już wśród nas. Chcemy wykorzystać wnioski płynące z ich tragedii i sprawić, że dzieci nie będą ginąć. I teraz dochodzimy do najistotniejszego problemu, który chcę poruszyć w tej kwestii. Otóż dorobek inżynierski jest tak duży, że my jesteśmy w stanie ochronić dzieci przed skutkami zderzeń w sytuacjach, w których dorośli ponoszą obrażenia wymagające trzymiesięcznej hospitalizacji i zostają inwalidami. Natomiast dzieciom, które siedzą w prawidłowo zamontowanych fotelikach wysokiej jakości, nic się nie dzieje. I my jako inżynierowie potrafimy chronić te dzieci, ale pod jednym warunkiem, który jeszcze raz powtórzę: dziecko musi siedzieć w foteliku, który jest dobrze dobrany do samochodu i prawidłowo użyty. I temu aspektowi poświęcamy ostatnie trzy lata naszej działalności: od szkoleń internetowych, poprzez liczne występy w telewizji, aż po edukację face-to-face w ramach kampanii Ogólnopolskie Inspekcje Fotelików Samochodowych.

Kto stanowi grupę docelową Pańskiej firmy?

Świadczymy głównie usługi B2B. Pracujemy przede wszystkim dla producentów i dystrybutorów fotelików, a edukacja, którą otrzymują rodzice, jest naszą działalnością pro publico bono.

A na czym 4CPS opiera swoją przewagę konkurencyjną?

Nie mam konkurencji. Ja stworzyłem tę branżę w Polsce. Moi koledzy pracują w laboratoriach, bo to jest miejsce pracy biomechaników zderzeń. A ja zająłem się działalnością popularnonaukową i tłumaczę tę wiedzę z języka inżynierskiego na język popularnonaukowy czy wręcz potoczny, żeby tzw. zwykły Kowalski mógł to zrozumieć. Notabene firm o takim profilu nie ma też na Zachodzie, więc przenosimy się na rynki zachodnie.

Rozumiem. Jakimi wartościami kieruje się Pan w biznesie?

Buduję biznes na chrześcijaństwie. Chcę służyć swoją profesjonalnie wykonywaną pracą innym. To jest jeden z fundamentów. Drugi fundament to robienie interesów według zasady win-win. Tę formułę dobrze opisuje Steven Covey, który w Siedmiu nawykach skutecznego działania pisze, że w biznesie nie musi być takich sytuacji, że ktoś kogoś wykiwał (np. ludzie wybudowali stadiony, ale nigdy nie dostali za to pieniędzy). Na własnej skórze przekonałem się, że można robić interesy, w których wszystkie strony są zwycięskie.

I jeszcze jedna rzecz: każdy konflikt próbuję obracać na większe scementowanie relacji. Brzmi to kosmicznie, ale rzeczywiście udaje nam się wyjść z konfliktów w taki sposób, że nasz klient wchodzi z nami ściślejsze relacje. Choć oczywiście żaden konflikt nie jest rzeczą pożądaną.

A co uważa Pan za swój największy sukces w przedsiębiorczości?

To, że przeszedłem od mikrofirmy internetowej, w której osiągnąłem sukces (życzę wszystkim klientom Coraz Lepszej Firmy, żeby mieli serwisy internetowe, które będą miały 100 tys. użytkowników miesięcznie!), do świata rzeczywistego – obecnie realizujemy nawet powyżej stu imprez rocznie, na których również zarabiamy.

A za największą porażkę?

Nigdy nie zakładałem, że będę budował firmę. Zakładałem, że będę miał jednoosobową działalność gospodarczą, wspieraną przez drobnych podwykonawców. W związku z tym długo budowałem firmę bez dokształcania się w dziedzinie zarządzania. Gdybym od razu budował firmę strukturalnie, to może byłoby mi lżej i uniknąłbym paru błędów. Myślę, że to jest problem większości firm rodzinnych, które przeżyły okres prosperity, a nie zdążyły ustrukturalizować się na czas.

Jakie ma Pan najbliższe biznesowe plany?

Idziemy na Zachód. To, co sprzedajemy skutecznie zachodnim koncernom na polskim rynku, chcemy sprzedawać na Zachodzie. Czytelnicy Coraz Lepszej Firmy mogą spotkać się z nami w wielu miastach, w których będziemy organizować imprezy plenerowe dla rodziców związane z bezpieczeństwem dzieci w ramach kampanii „LOTOS – Mistrzowie w pasach!” oraz Ogólnopolskie Inspekcje Fotelików. Jak wyglądają takie imprezy, możecie zobaczyć na filmach: Ogólnopolskie Inspekcje Fotelików – finał 2014, Pit Stop w ramach akcji „LOTOS – Mistrzowie w pasach”, „LOTOS – Mistrzowie w pasach” przy galerii Przymorze w Gdańsku, Lekcja bezpieczeństwa – finał akcji „LOTOS – Mistrzowie w pasach”. Jeśli będziecie szukać wiedzy, jak skutecznie zabezpieczyć swoje dziecko podczas zderzenia, to przyjdźcie do nas. Skorzystajcie z szansy, bo w ramach tych dwóch kampanii przekażemy Wam tę wiedzę za darmo! Zapraszamy również tych, którzy nie mają dzieci, bo dostrzegliśmy, że 70% kierowców nie umie poprawnie zapiąć pasów, a w ramach kampanii „LOTOS – mistrzowie w pasach” pokazujemy, jak nie stracić wątroby i śledziony podczas zderzenia.

Bardzo dziękujemy za zaproszenie. A jakie są 3 najważniejsze rady, jakich mógłby Pan udzielić początkującym przedsiębiorcom?

  1. Spotykaj się i buduj relacje ze swoimi klientami. Staraj się być dla nich pomocny w rozwiązywaniu ich problemów. Profesjonalnie realizuj kontrakty.
  2. Rozwijaj się ustawicznie. Czytaj książki o biznesie, chodź na szkolenia.
  3. Spotykaj się z innymi przedsiębiorcami. Wymieniaj się wiedzą i doświadczeniem (polecam Towarzystwo Biznesowe).

Chcesz więcej takich inspirujących treści?

Zapisz się na "prawdopodobnie najlepszy" (zdaniem Czytelników)
newsletter biznesowy w Polsce!

Redakcja

Autor: Redakcja

Maciej Bielak - Coraz Lepszy Redaktor. Z wykształcenia jest historykiem i politologiem, a z zamiłowania dziennikarzem. Jego największym hobby jest muzyka jazzowa. Poza tym jest miłośnikiem reportażu i literatury rosyjskiej. Na portalu CorazLepszaFirma.pl pisze artykuły i przeprowadza wywiady.

20 lutego 2015     Wywiady