Sobie płać na końcu.
Wywiad z Maciejem Gnyszką

Sobie płać na końcu

Rozmowa z Maciejem Gnyszką, szefem Pracowni Synergii i Gnyszka Fundraising Advisors oraz inicjatorem idei Towarzystw Biznesowych

Maciej Bielak: Dlaczego zdecydował się Pan pójść w kierunku własnej działalności gospodarczej?

Maciej Gnyszka: To dla mnie naturalny wybór, biorąc pod uwagę historię mojej Rodziny. Mój Tata od samego początku lat 90. jest przedsiębiorcą, zresztą ma na koncie wiele sukcesów – to była pierwsza inspiracja. Druga – to po prostu odkrycie w sobie samym zdolności w kierunku tworzenia rzeczy, których jeszcze inni nie wymyślili i zarażania pasją ich realizacji osób wokół mnie.

Na swojej stronie internetowej pisze Pan, że Pańska pierwsza przygoda z biznesem miała związek z... rowerem siostry. Jak to dokładnie było?

Tamta przygoda była bardziej związana z bankructwem niż z biznesem jako takim. Przez długi czas prowadziłem jako młody chłopak – nazwijmy to – „firmę”, którą buńczucznie nazwałem Gnyszka SA. Czym się trudniła? Grabieniem liści, sprzątaniem w domu, poprawkami w pismach firmowych Taty i innymi tego typu rzeczami. W ten sposób rozwijałem swój komunijny kapitalik, zasilany także prezentami od rodziny. I pewnego dnia, zresztą w urodziny Siostry, pojechałem na Jej rowerze do sklepu. Jak się okazało, podobał się nie tylko nam – jego walory docenili także złodzieje. Jako że był to dobry rower, a ja postanowiłem być dżentelmenem, wypłaciłem Siostrze odszkodowanie. Tak upadła Gnyszka SA i narodziła się zaraz później Gnyszka II SA.

Ale Pana pierwszą „prawdziwą” firmą (założoną jeszcze w czasie edukacji szkolnej) był broker korepetycji PogotowieNaukowe.pl. Na czym polegała innowacyjność tego przedsięwzięcia?

Były dwa obszary innowacyjności. Po pierwsze to, że pośrednik działał prawie na skalę ogólnopolską dzięki temu, że był platformą internetową. Po drugie to, że usługi edukacyjne oferował na wysokim poziomie i legalnie. Postanowiliśmy wraz z kolegą zaskoczyć rynek wyniesieniem korepetycji na jak najwyższy poziom, podejmując współpracę tylko z wybitnymi studentami i na dodatek robiąc to legalnie. Ponadto, zawsze było zastępstwo w razie jakichś problemów zdrowotnych. Rodzice to doceniali i utrzymywali profesjonalne relacje z firmą. Wyszliśmy poza dotychczasowy schemat tego typu usług.

Jednym z Pańskich sztandarowych przedsiębiorstw jest firma fundraisingowa Gnyszka Fundraising Advisors. W jakich okolicznościach narodziła się ta inicjatywa i jakie były początki tej firmy?

To bardzo ciekawa historia. Zostałem poproszony o stworzenie i wdrożenie koncepcji samoutrzymywania się dla portalu Fronda.pl, który miał dopiero startować. Jako że wdrożenie nam się bardzo udało, a ja w międzyczasie lepiej poznałem świat konserwatywnych NGO-sów, uznałem, że warto zacząć świadczyć tego typu usługi szerzej. Zresztą przekonał mnie o tym rynek – zapytania o współpracę zaczęły spływać jeszcze wtedy, gdy działaliśmy tylko dla Fronda.pl. Tak powstała firma.

Fundraising polega na zbieraniu funduszy na określone przedsięwzięcia. Sądzę, że jako fundraiser nie miał Pan problemów ze zdobyciem środków potrzebnych na uruchomienie firmy. W jaki sposób zdobył Pan kapitał potrzebny do założenia Gnyszka Fundraising Advisors?

GFA to klasyczny przypadek firmy, która nie miała wielkich potrzeb kapitałowych na starcie. Zresztą wszystkie, które były, bez problemu pokryłem z oszczędności, które gromadziłem od małego. Zresztą nieraz miałem pokusę by je „spożytkować” na jakieś gameboye, pegasusy czy gry komputerowe. Na szczęście Rodzice te pomysły mi wybijali z głowy.

Na stronie internetowej można znaleźć informację, że Gnyszka Fundraising Advisors propaguje model biznesowy stosowany m.in. przez Baracka Obamę i Kościół Katolicki. Na czym dokładnie polega ten model i jakie są jego zalety?

Nazywamy go social fundraising, bo opiera się na ludziach. To model, w którym organizacja pozarządowa utrzymywana jest przez szerokie grono osób identyfikujących się z jej misją. Jego główną zaletą jest dywersyfikacja – dzięki temu, że budżet organizacji pokrywa często kilkaset osób, ryzyko destabilizacji jej działania jest kilkaset razy mniejsze niż przy oparciu o dwóch, albo trzech większych sponsorów czy grantodawców.

Czym jeszcze zajmuje się Gnyszka Fundraising Advisors?

Dotąd koncentrowaliśmy się na outsourcingu, ale odnoszę wrażenie, że polski rynek jeszcze nie jest w pełni gotowy na tę formę współpracy. Dlatego od pewnego czasu eksperymentujemy ze wspieraniem organizacji szkoleniami i konsultacjami… i muszę powiedzieć, że... efekty są więcej niż obiecujące!

Czym Pańska firma wyróżnia się w tym na tle konkurencji?

Przede wszystkim stażem – jest pierwsza na rynku. Ale poza tym, że jesteśmy pierwszym podmiotem tego typu na rynku, jesteśmy po prostu skuteczni i mamy najszersze doświadczenia. W ciągu tych kilku lat poznaliśmy w różnych sposób dziesiątki organizacji z przeróżnych „branż” działań społecznych, co daje nam unikalne doświadczenia.

Kończąc ten wątek – jak ocenia Pan kondycję fundraisingu w Polsce?

Jeśli chodzi o prawodawstwo – wciąż rozwój trzeciego sektora krępują ustawy i rozporządzenia, myślę tu głównie o przedwojennej ustawie o zbiórkach publicznych. Jeśli chodzi o świadomość – w Polsce wciąż wielu ludzi wierzy w to, że organizacje mogą działać bezkosztowo. To szkodliwy mit, bo wymusza na organizacjach szkodliwy sposób działania: ledwo wyrabiają się z finansowaniem projektów, wolą to robić za pieniądze państwowe, by nie narażać się na uwagi Darczyńców… i zapominają o finansowaniu rozwoju samych siebie. Dlatego później co rusz natykam się na organizacje działające kilkanaście lat, których wciąż nie stać na zatrudnienie żadnego profesjonalisty i uzależnione do granic możliwości od urzędu miasta. Czy muszę także dodawać, że to organizacje sfrustrowane?

Po firmie fundraisingowej założył Pan Pracownię Synergii. Na swoim blogu opisuje ją Pan w formie zestawienia jej cech i zaprzeczeń (np. „jest jak agencja reklamowa, ale nią nie jest”). Proszę jednak, żeby nieco szerzej scharakteryzował Pan tę firmę.

Myślę, że można użyć określenia „firma konsultingowa”. Ale to określenie ciągnie za sobą bagaż skojarzeń, które zupełnie do nas nie pasują. Jesteśmy po prostu firmą, do której przychodzi się z problemem biznesowym. Jeśli umiemy go rozwiązać – proponujemy rozwiązania. Jeśli nie – nie proponujemy. Najczęściej kończy się na uruchomieniu kierunków reklamowych, ale niekiedy także na wsparciu networkingowym Klienta w dotarciu do kluczowych dla niego osób na rynku albo pozyskaniem inwestora.

Dlaczego klienci mają skorzystać z Pracowni Synergii? Na czym opieracie swoją przewagę konkurencyjną?

Nie znam ani jednej podobnej instytucji. Nie znam agencji reklamowej, która w standardzie do kampanii reklamowej filmu dawałaby także druk outdooru, wsparcie networkingowe w dotarciu do kin, ponowny montaż wersji kinowej filmu czy wreszcie pozyskanie finansowania na dalszy rozwój firmy Klienta. A to wszystko przy optymalizacji kosztów całości.

A kto jest typowym klientem Pracowni?

Nasz statystyczny Klient to przedsiębiorca z sektora MSP, który chciałby powiększyć sprzedaż.

Jest Pan również inicjatorem Towarzystw Biznesowych. Skąd pomysł integracji środowiska przedsiębiorców?

Pomysł pojawił się jeszcze za czasów Fronda.pl, gdy zobaczyłem, jak bardzo środowisko konserwatywnych przedsiębiorców jest rozdrobnione. Jako że znałem kluby networkingowe i najlepsze wzorce z zagranicy, postanowiłem zacząć integrować nasz biznes w Polsce.

A jaki jest cel działania Towarzystw?

Jak najwięcej katolickich milionerów w ciągu najbliższych kilkunastu lat.

Kto może zostać członkiem Towarzystwa Biznesowego?

Członkiem Towarzystwa może zostać dowolna osoba, która prowadzi albo zamierza prowadzić działalność gospodarczą i chce się rozwijać poprzez rozwój własnej sieci kontaktów, a która równocześnie podziela nasze wartości, czyli szacunek i akceptację do wkładu Kościoła Katolickiego w kształtowanie cywilizacji zachodniej. Oczywiście musi to być także osoba potrafiąca co tydzień pojawić się na śniadaniu o 7.00 w odpowiednim stroju i przytomności umysłu!

Jakie są korzyści z przystąpienia do tego grona?

Każdy z nas posiada średnio 150 aktywnych kontaktów. Korzyść z przystąpienia do dowolnej grupy Towarzystw Biznesowych w Polsce to możliwość zawarcia przyjaźni z innymi Członkami i szansa na skorzystanie z ich zasobów: wiedzy albo kontaktów. Maksymalna liczebność grupy to 30 osób, łatwo zatem policzyć, że przystępując do grupy, mamy szansę trafić do 29 x 150 = 4350 ludzi, pomijając zupełnie inne grupy Towarzystw, do których mamy też zapewniony kontakt.

W ilu miastach zostały dotychczas utworzone Towarzystwa Biznesowe?

W chwili obecnej działamy w 8 miastach. Dwa miasta zostały zamrożone, dwa kolejne niebawem ruszają.

Istotnym aspektem Pańskiej działalności jest też serwis Dobroczynnosc.com. Jaka jest główna idea działalności tej organizacji?

To oczywiście uzupełnienie idei, dla której powstała moja firma. Szczegółową ideą jest portfel dobroczynny, czyli twór, dzięki któremu Darczyńca może wspierać jednym przelewem wiele organizacji równocześnie. Innymi słowy – zachęcamy do regularnego wspierania wielu podmiotów, które nam odpowiadają.

Jakiego typu organizacje wspieracie?

Wspieramy organizacje, które spełniają założenia naszego Kodeksu Dobrych Praktyk (opartego o Międzynarodową Deklarację Zasad Etycznych w Fundraisingu) oraz inne założenie – dobroczynności. Naszym zdaniem bowiem istnieją wśród NGO-sów organizacje, które są „złoczynne”. Tych nie zapraszamy do udziału w projekcie ani nie rozpatrujemy ich aplikacji.

Ile dotychczas zebraliście dla Waszych partnerów?

Podliczenia nie robiliśmy, ale okolice 100 000 zł są realne. Mimo początkowego entuzjazmu dostrzegam po czasie, że ten projekt najlepsze ma jeszcze przed sobą, z wielu względów – także gotowości rynku na samą ideę „portfela dobroczynnego”.

Wielokrotnie podkreślał Pan swoje przywiązanie do wartości katolickich. W jaki sposób pomagają Panu one w prowadzeniu firmy?

Życie zawodowe, na które poświęcam większą część życia, musi być drogą do świętości. Inaczej będzie pomyłką. Katolicyzm pomaga w biznesie, bo nadaje sens, choćby i ascetyczny, wielu niedogodnościom, z którymi styka się każdy przedsiębiorca. Pozwala rozumieć je jako szkołę cnót i poligon zdobywania zasług, nie zaś jako bezsensowną mordęgę pokonywaną tylko z chciwości.

Jakie ma Pan najbliższe plany biznesowe?

Z tych, które mogę zdradzić, powiem tylko, że dalsza ekspansja Towarzystw Biznesowych – być może także poza Polskę. Jeśli chodzi o fundraising – mocniejsze zaistnienie na rynku szkoleń i doradztwa dla NGO-sów z projektem www.SzkoleniaNGO.pl.

Na koniec rozmowy poproszę Pana o rady dla innych przedsiębiorców. Jakich trzech wskazówek może Pan udzielić osobom dopiero rozpoczynającym swoją przygodę z biznesem?

Pierwsza – sobie płać na końcu. Druga – zatrudniaj tylko najlepszych, na resztę szkoda czasu i pieniędzy, nawet jeśli są mili. Trzecia – jeśli zamierzasz kogoś zwolnić, zrób to od razu.

Chcesz więcej takich inspirujących treści?

Zapisz się na "prawdopodobnie najlepszy" (zdaniem Czytelników)
newsletter biznesowy w Polsce!

Redakcja

Autor: Redakcja

Maciej Bielak - Coraz Lepszy Redaktor. Z wykształcenia jest historykiem i politologiem, a z zamiłowania dziennikarzem. Jego największym hobby jest muzyka jazzowa. Poza tym jest miłośnikiem reportażu i literatury rosyjskiej. Na portalu CorazLepszaFirma.pl pisze artykuły i przeprowadza wywiady.

8 maja 2014     Wywiady